• Witamy na stronie Parafii

     

    św. Izydora Oracza


    oraz

     

    Matki Boskiej Anielskiej

  • Liczba Parafian: 1626

     

    Odpust:

    I - św. Izydora, 10 maja

    II - MB Anielskiej,2 sierpnia

     

    Proboszcz: ks. Dariusz Chałubiński SAC

  • Rok erygowania parafii: 1980

     

    Kościół parafialny wybudowany w 1861

     

    Poświęcenie kościoła parafialnego w 1861

  • Zapraszamy do oglądania

    Filmów Parafialnych

    na naszym kanale YouTube

    www.youtube.com/jaroszowice

Aktualności

Zbliżają się Misje Parafialne!

Pamiętajmy w naszych modlitwach o zbliżających się parafialnych Misjach Świętych. Odbędą się od 19-go do 26-go października. To naprawdę czas łaski dla każdego z nas. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do wzięcia w nich udziału. Zaprasza nas Jezus Chrystus - Syn Boży.

Kilka myśli na początek

Jestem w Jaroszowicach

10 sierpnia 2014r. rozpocząłem w Jaroszowicach, cieniu Kopca posługę proboszcza. Od tego dnia Jaroszowice stały się moją parafią nie tylko w sensie prawnym. Ponieważ nowicjat przeżywałem na Kopcu, dlatego mój przyjazd odbieram bardziej jako powrót po 20-tu latach w strony, które poznałem i w których przeżyłem początek pallotyńskiego życia, a więc z pewnym sentymentem. Choć w Collegim Marianum mieszkają już inni księża i bracia, to jednak klimat tego domu - oczywiście jest to zasługa jego mieszkańców - pozostał ten sam. Poza tym służą mi radą i pomocą.Jest jeszcze jedna wielka różnica: wtedy było to takie oczywiste, że papież mówi po polsku, dziś Jan Paweł II jest Świętym. Zmienił się także kościół w Jaroszowicach i jego otoczenie. Dziękuję wszystkim, którzy mają w tym swój udział.

Po czterech latach pracy w Bieszczadach, jestem ponownie w archidiecezji krakowskiej. Od pierwszego dnia spotykam się z życzliwością wielu osób, zarówno mieszkańców Jaroszowic, a więc  parafian, jak i księży - Ksiądz dziekan Tadeusz Kasperek odwiedził mnie pierwszego dnia pobytu na nowej parafii, co dla mnie jest dowodem życzliwości ale i troski o nowego proboszcza. Z przyjazdem na nowe miejsce wiążą się odwiedziny wielu różnych urzędów, także i tu spotykam się z uśmiechem.

Od początku wchodzę intensywnie w życie Kościoła. Jeszcze 10-go sierpnia uczestniczyłem w odpuście parafialnym ku czci Św. Wawrzyńca w Kleczy Dolnej i spotkałem się z Księżmi pracującymi w sąsiednich parafiach. Miałem też wielkie szczęście rozpocząć pracę w Jaroszowicach w czasie gdy do Wadowic przybył Św. Michał Archanioł w figurze z góry Gargano. W sumie to trzy dni modlitwy ze szczególną obecnością anielskiego Opiekuna Kościoła, a ich zakończenie przypadło na 13-ty sierpnia, więc spotkało się z procesją fatimską do wadowickiej bazyliki. Wierzę, że Św. Michał będzie czuwał nad moją posługą w Parafii Św. Izydora w Jaroszowicach.

Proszę także o modlitwę w tej intencji

Ks. Dariusz Chałubiński SAC

Za Sobieskim na podbój Wiednia.

No tylko zaczęła się nowa doba, 5 października, już o g. 00.02, ci, którzy nie mogli spać, wyruszyli do Wiednia, stolicy Austrii. Dwa autokary cichutko przemykały przez ulice najpierw parafii, potem Wadowic i w stronę Cieszyna. Przejazd przez Czechy i nad ranem jesteśmy już w Austrii. Najpierw zdobywamy szczyt na Kahlenbergu. Tam bardzo serdecznie przywitani przez nowego kustosza tego miejsca ks. Romana ze zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców, odprawiliśmy Mszę św. w intencji wszystkich uczestników a także za naszą Ojczyznę. Miejsce do tego nastrajało. Potem zwiedzanie pomieszczeń poświęconych królowi Sobieskiemu. No i wreszcie śniadanie. Ale jak tu jeść, jak wiatr wieje tak, że kanapki z ręki wyrywa, a kawa zalewana wrzątkiem od razu marznie w kubku. Jakoś daliśmy radę. Trwało to dość długo, ale pierwszy głód został zaspokojony. Potem jedziemy do pałacu Schonbrunn. Tam czeka na nas przewodnik ks. Jerzy Tusk /nie mylić z premierem, chociaż w jednej sali zdawali maturę/. To ciekawy człowiek i jakże wielka jest jego wiedza, to przekonaliśmy się podczas całego dnia. Potrafi tak opowiadać, że tylko Go słuchać. Przejście tylko wokół pałacu, jego ogrodach zajęło bardzo dużo czasu. Już od początku stwierdzamy, że czasu nam zabraknie. Początek już jest. Kiedyś przyjedziemy na cały dzień, aby zobaczyć wnętrze pałacu, powozownię, palmiarnię, zoo. To wszystko przed nami. Na razie robimy rozpoznanie terenu. Udajemy się do centrum miasta Wiednia. Obejście wszystkich zabytków, pałaców, ogrodów zajmuje nam bardzo dużo czasu. Przewodnik z cierpliwością opowiada i tłumaczy, co byśmy zobaczyli, jakbyśmy weszli do środka, ale czas ciągle nas popędza, więc tylko zewnątrz oglądamy i wytężamy wyobraźnię, jak tam też jest pięknie.. Spacer po Wiedniu jest cudowny. Wiedeń jest piękny. Nie udało się nam zobaczyć Wiednia nocą /a był taki plan/, na układy nie ma rady. Potrzeba było w odpowiedniej chwili wrócić do domu. Obiecanki jednak są, że tam potrzeba jeszcze wrócić, bo nie da się w ciągu jednej doby zwiedzić wszystkiego. To przynajmniej pociesza, że jeszcze tyle wspaniałości do zobaczenia przed nami. W czasie przerwy na posiłek, niektórzy doświadczyli co to znaczy jak się nie zna języka obcego. I albo jedli cokolwiek, albo wcale, ale wszyscy przeżyli. Była to pierwsza taka wyprawa, jakby rozpoznawcza. Następne będą już na pewno inne. Było warto poświęcić ten czas i takie małe pieniądze. W drodze powrotnej największym powodzeniem cieszył się sklep wolnocłowy w Czechach /prawdę mówiąc nie wiem dlaczego/. I tylko proboszcz był nadzwyczaj spokojny. Prawie nic nie mówił. No bo jak tu mówić na dwa autokary na raz. Zapraszamy do obejrzenia zdjęć i na następne wyjazdy. Ks. Józef SAC.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

700 lat Jaroszowic.

W niedzielę 9 września będziemy dziękować Bogu za 700 lat istnienia Jaroszowic. 1312 r. jest pierwszy zapis o Jaroszowicach. Taką datę odnalazł profesor Andrzej Nowakowski, historyk, profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego, do niedawna stały mieszkaniec Wadowic. Mamy nadzieję, że w jesieni, gdy ukarze się Jego książka, na spotkaniu autorskim, będziemy mogli więcej się o tym dowiedzieć. Wprawdzie profesor „postarzał” naszą parafię o 5 lat, ale jest to raczej powód do dumy niż złości. Dzisiaj wierzymy na słowo i dziękujemy Bogu za 700 lat istnienia. Oprócz Mszy św. o g. 11.00 organizatorzy zapewniają wiele ciekawych atrakcji, podczas których będzie można w sposób miły i kulturalny porozmawiać i nawiązać kontakty z najbliższymi. Może to też jest czas, aby darować już sobie te waśnie sąsiedzkie, które może też trwają już 700 lat. Niech to świętowanie nas połączy i pojedna.

 

 

Relacja z pielgrzymki do Lichenia i nie tylko.

Wspomnienia pielgrzyma.

Było to w dniach 23 i 24 czerwca 2012 r. Nasze pielgrzymowanie rozpoczęło się dość wcześnie, bo już o 6.00 rano. W tym czasie wyruszyliśmy autokarem z przed kościoła. A wstać, oczywiście, potrzeba było wcześniej. Jak ja to zrobiłem, to nie wiem. Wiem, że w autokarze byłem jak ruszał. Po przywitaniu przez ks. proboszcza dowiedzieliśmy się dokąd jedziemy. To było zaskoczeniem. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że jedziemy do Jaroszowic....ale przez Kalisz, Licheń, Świnnice Warckie, Gidle i Częstochowę. To nas uspokoiło, no bo jak wracać do domu jak tylko co się z niego wyszło. A siedzieć w autokarze dwa dni lub jeździć dokoła Jaroszowic nikomu się nie uśmiechało. Aby dobrze nam się jechało zaczęliśmy od śpiewów Godzinek. Śpiewy były piękne i głośne, zbudzili się nawet ci, którzy jeszcze spali idąc do autokaru, jak ja. Najbardziej fałszował, ten co siedział na pierwszym miejscu, a nie był to kierowca. Potem były wezwania do świętych i inne modlitwy. Wśród uczestników najmłodszy miał 8 lat a najstarszym był …. no i tutaj jest kłopot bo wśród 43 osób nikt się nie chciał przyznać kto jest najstarszym, nie wiem dlaczego. Gdybym ja był najstarszy to bym się przyznał. A może i byłem, jak się dowiem to jeszcze napiszę. Autokar był wspaniały, pełna wygoda, miękkie siedzenia /wszystkie odciski z nóg się przeniosły/, klimatyzacja oraz pełnej kultury kierowca Andrzej. Oprócz tego, że kolana trzeba było trzymać pod brodą i barek był nieczynny, to niczego nie można było zarzucić. Jak kierowca przekraczał jakieś przepisy to ja wystawiałem mandaty. Kasy zwróciło mi się na kilka pielgrzymek. W autokarze tak było fajnie, że na postojach to nikt nie chciał wysiadać. Ale jak się coś obiecało, to wszyscy wysiadali. Nasza grupa pielgrzymkowa była świetna. Uczestnicy byli nie tylko z naszej parafii, ale i okolicznych. Dokładnie nie wiem skąd, bo z Jaroszowic ich nie widać, musi być z daleka. Czas przeplatany był pieśniami, modlitwą czasami, ktoś rzucił jakiś żart czy kawał, ale to tak przypadkiem. A co zobaczyliśmy i przeżyli będzie w odcinkach opisywane w następnych numerach naszej gazetki.

cdn.

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

Pierwszą stacja naszego pielgrzymowania, był Kalisz, a raczej sanktuarium św. Józefa. Dotarliśmy tam przed godz. 12.00 i dobrze, bo zaraz mogliśmy uczestniczyć we Mszy św. w kaplicy św. Józefa, który wraz z św. Rodziną z Nazaretu, wysłuchiwał naszych próśb. A było ich wiele. Wszystkie dotyczyły naszych domów i rodzin. Kazanie mówił profesor z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego z Warszawy. Po Mszy św. kleryk oprowadzał nas po sanktuarium i opowiadał dzieje i historię tego miejsca. Jednym z miejsc ciekawych to /oprócz obrazu i wszystkich świętości/ miejsce pielgrzymowania kapłanów, więźniów obozu zagłady z Dachau. Oto ich historia.

Podczas okupacji hitlerowskiej, w czasie drugiej wojny światowej, Polacy zostali przeznaczeni na zagładę.

Polacy, szczególnie zaś księża, modlili się do Boga za pośrednictwem św. Józefa o przetrwanie, a przynajmniej o wytrwanie z godnością w tamtych nieludzkich warunkach. Panowało ogólne przekonanie, że św. Józef uratuje kapłanów Chrystusowych od hitlerowskich siepaczy. Stan duchowy księży zamkniętych w obozach koncentracyjnych (skąd po ludzku sądząc nie było wyjścia), zilustrował w swej ciekawej książce „Jasne promienie w Dachau” ks. bp Franciszek Korszyński. Oto jego relacja: „Przyszła mi myśl, by specjalnie polecić się Świętemu Józefowi, który szczególną cześć odbiera u nas w Polsce w Kaliszu, gdzie jest Jego obraz łaskami słynący. Poszedłem za tą myślą i z całą ufnością losy swoje złożyłem w ręce Świętego Józefa, codziennie odtąd polecając się Jego opiece. Podobnie czynili inni więźniowie - kapłan i świeccy - nękani w więzieniach i obozach hitlerowskich. Tak postąpili inni kapłani i alumni”. Pierwszy uroczysty akt oddania miał miejsce 8 grudnia 1940 roku w kaplicy obozowej w Sachsenhausen, a następnie w Dachau kiedy księża polscy zostali tam przeniesieni z innych obozów.

19 marca 1941 roku księża polscy ponowili swój akt oddania się św. Józefowi. 22 kwietnia 1945 roku ukończyli nowennę do św. Józefa i odmówili wspólnie akt oddania się w opiekę św. Józefowi. 29 kwietnia, niby przypadkowo a w rzeczywistości cudownie, zostali wyzwoleni przez niewielką grupę żołnierzy amerykańskich. Postanowiono zorganizować pielgrzymkę do obrazu św. Józefa w Kaliszu w rok po odzyskaniu wolności, szerzyć jego kult oraz stworzyć Dzieło Miłosierdzia dla uczczenia Opiekuna św. Rodziny.

cdn.

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

Z Kalisza wyruszamy w dalsza drogę, już prosto do Lichenia. Trudno to nazwać droga prostą, jak ciągle są jakieś zakręty. Ale jedziemy. Tuz przed Licheniem zatrzymujemy się w Lasku Grąblińskim.

Las Grąbliński - las koło miejscowości Grąblin, przy drodze z Konina do Lichenia, znany jako miejsce objawień Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski.

W latach 1842-1852 znajdował się tu obraz Matki Boskiej Licheńskiej, przez wiernych uważany za słynący cudami. W 1842 obraz został zawieszony na sośnie przez kowala i uczestnika bitwy pod Lipskiem, Tomasza Kłossowskiego. W miejscu tym, 15 sierpnia 1850 Matka Boża ukazała się Mikołajowi Sikatce, pasterzowi z Grąblina. Maryja w wizji przekazała mu różne wskazówki, w tym zalecenie przeniesienia obrazu z lasu do kościoła. W 1852 zarządca majątku Licheń, Ignacy Wiśniewski, zbudował przy drodze kapliczkę, do której przeniesiono obraz. Obecnie w miejscu tym, ogrodzonym kamiennym murem, znajdują się stacje drogi krzyżowej i kaplice. W jednej z nich znajduje się kamień, z odbiciem stóp Matki Bożej. 29 września 1852 roku obraz został przeniesiony do kościoła św. Doroty w Licheniu. Obecnie znajduje się w głównym ołtarzu bazyliki licheńskiej.

W tym lasku przechodzimy obok stacji Drogi Krzyżowej. Zwiedzamy tez kaplicę sióstr z Zakonu Najświętszej Maryi Panny. Anuncjatki, jak potocznie są nazywane, przyjechały do licheńskiego Sanktuarium z Thiais, we Francji.

Z lasku jedziemy na kwaterę, a tam może będzie coś do jedzenia.

Cdn.

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

No i dojechaliśmy na miejsce. Noclegi przygotowane. Kanapki zjedzone. I dalej zwiedzamy i modlimy się Najpierw odprawiamy Drogę Krzyżowa na Golgocie. Nie ma za dużo ludzi, więc nam nikt nie przeszkadza. Rozważania prowadzi ks. proboszcz. Po drodze krzyżowej jest Msza św. w Bazylice Licheńskiej. Jest to bardzo piękna świątynia i nawet można się w niej modlić. Mimo wielkiego bogactwa jakie tam widać. Można się skupić na modlitwie. Wieczorem o g. 21.00 jest Apel Maryjny z procesja różańcową. Jest to bardzo wzruszająca modlitwa. Ludzi bardzo dużo, wszyscy ze świecami, i to nieustanne wołanie „Zdrowaś Mario, módl się za nami grzesznymi”. Uroku dodaje piękna pogoda, ciepło, niebo pełne gwiazd, szum lasu. To chyba taki sam powiew jak na spotkaniu Eliasza z Bogiem. Tak zakończył się pierwszy dzień naszej pielgrzymki. Następny dzień rozpoczął się bardzo wcześnie /nie dali mi pospać/. Już o g. 7.00 rano jest Msza św. w której uczestniczymy, modląc się za całą parafię. Potem o przewodniczka oprowadza nas po wszystkich pamiątkach Lichenia. Opowiada historie tego miejsca, czasami pośpiewując. Jednym z nowszych miejsc do zwiedzania sa pomieszczenia, teraz muzeum, w których przebywał papież Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1999 r. Można było zobaczyć bardzo dużo pamiątek po Ojcu Świętym. Czas szybko ucieka a my chcąc go trochę złapać, po tych wszystkich zwiedzaniach i zakupionych pamiątkach udajemy się w dalsza drogę pielgrzymią. Najbliższym celem jest….. ale to już w następnym numerze.

cdn.

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

Zaledwie półtora godziny od wyjazdu, jeszcze nie zdążyłem się zdrzemnąć, a już potrzeba wysiadać. Jesteśmy w Świnicach Warckich. Tutaj jest dom rodzinny św. Siostry Faustyny. Tutaj też Helena Kowalska została ochrzczona, przyjęła I Komunie św. i miała dwa objawienia. Kościół, w którym w dniu 27 sierpnia 1905 roku została ochrzczona Helenka Kowalska, znajduje się w centrum Świnic Warckich. Od dnia 25 września 2002 r. na mocy dekretu biskupa włocławskiego Bronisława Dembowskiego stał się Sanktuarium Urodzin i Chrztu Świętej Siostry Faustyny.

Chrzest to nie jedyne ważne wydarzenie związane z kościołem w Świnicach Warckich. Tu, w wieku 9 lat Helenka przeżyła pierwszą spowiedź (pamiątką tego wydarzenia jest konfesjonał z XIX w.) i przyjęła I Komunię świętą. Tu również miały miejsce dwa niezwykle ważne doznania duchowe. Pierwsze przeżyła w wieku 7 lat na niedzielnych nieszporach, gdy jeszcze mieszkała w Głogowcu. Drugie objawienie miało miejsce w lutym 1935 r., gdy już jako siostra Faustyna przyjechała do domu rodzinnego, by odwiedzić ciężko chorą matkę.

W 16 roku życia Helenka Kowalska wyjechała z Głogowca na służbę do zamożnych rodzin najpierw w Aleksandrowie Łódzkim, a potem w Łodzi. Po wizji cierpiącego Chrystusa na balu w łódzkim parku, mimo wcześniejszego sprzeciwu rodziców, zdecydowała się wstąpić do klasztoru. Nim została przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia (1 sierpnia 1925) rok jeszcze pracowała w Ostrówku gmina Klombów, by zarobić na skromną wyprawkę. W Zgromadzeniu przyjęła zakonne imię Maria Faustyna (wszystkie siostry tego zgromadzenia noszą pierwsze imię Maria, dlatego podaje się najczęściej tylko drugie imię), i odtąd znana była jako siostra Faustyna. Przebywała w wielu klasztorach Zgromadzenia, najdłużej w Krakowie, Płocku, Wilnie i Warszawie pełniąc obowiązki kucharki, ogrodniczki i furtianki. Na zewnątrz nic nie zdradzało jej niezwykłego życia mistycznego, była naturalna, pogodna i życzliwa.
Siostra Faustyna wyniszczona ciężką chorobą i cierpieniem zmarła 5 października 1938 r. mając zaledwie 33 lata. Po dwudziestu siedmiu latach od śmierci, 21 października 1965 r., biskup Julian Groblicki rozpoczął w krakowskiej Kurii formalny Proces Informacyjny odnośnie życia i cnót Faustyny Kowalskiej.

Następny postój to….. w następnym numerze.

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

Po zjedzeniu wystawnego obiadu w oberży „Złoty Młyn” dojechaliśmy trzynaście kilometrów od Radomska, nad Wartą, nieco w bok od szosy Piotrków Trybunalski – Częstochowa, leży tam wieś Gidle a w niej kościół dominikanów pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Bożej. Największym skarbem tej świątyni, skarbem, dla którego oprawy została wzniesiona, jest maleńka, mająca zaledwie dziewięć centymetrów, kamienna figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem /widać ją za zdjęciu na dłoniach/. Kiedy i przez kogo została ona wyrzeźbiona, nie wiemy. Jej historia zaczyna się dla nas w 1516 roku. Najstarsza tradycja głosi, że wiosną tego roku, tuż przed pierwszą niedzielą maja, gidelski rolnik Jan Czeczek orał swoje pole w miejscu, gdzie dziś wznosi się klasztorny kościół. Naraz, ku jego zdziwieniu, woły ustały w orce, a nawet padły na kolana. Nic nie pomogły przynaglania ani razy. Wreszcie i mężczyzna zauważył niezwykłą jasność bijącą z ziemi, a wśród tej jasności „obrazek mały głazowy Najświętszej Panny, wielkości na dłoń, na kamieniu wielkim, który był wydrążony na kształt kielicha”. Wieśniak nie potrafił zrozumieć cudownych znaków i potraktował swoje znalezisko jako skarb materialny. Ukrył figurkę w chałupie, na dnie skrzyni z odzieżą. Trzeba było nieszczęścia, aby on i jego rodzina utracili wzrok. Wówczas pobożna kobieta, która pomagała nieszczęśliwym, zainteresowała się cudowną wonią i światłością bijącą ze skrzyni. Opowiedziała o wszystkim gidelskiemu proboszczowi i odtąd rozpoczął się czas publicznej czci oddawanej Maryi w tym wizerunku. Posążek obmyto z prochu ziemi i przeniesiono do kościoła parafialnego. Wodą, która pozostała po obmyciu, Czeczkowie przetarli swe oczy i natychmiast odzyskali wzrok. Na pamiątkę tego wydarzenia zachował się do dziś zwyczaj „kąpiółki”, to znaczy ceremonialnego obmywania raz w roku figurki w winie. W pełnym ufności i pobożnym przeświadczeniu pątnicy używają wina z tej „kąpiółki” na znak swojej wiary w moc Tej, którą nazywają Uzdrowieniem chorych. Dalsze cudowne znaki sprawiły, że figurkę przeniesiono z kościoła na miejsce jej odnalezienia i umieszczono w kapliczce w formie drewnianego słupa, którą dziś jeszcze można oglądać przy ołtarzu w kaplicy Matki Bożej. Z czasem wzniesiono większą drewnianą kapliczkę. Sprowadzeni tam dominikanie, którzy zgodnie z nazwą swego zakonu – Zakon Kaznodziejski – mieli głosić sławę Maryi, strzec miejsca Jej cudownego wizerunku i szerzyć modlitwę różańcową. Oczywiście każdy z pielgrzymów mógł zabrać z sobą to wino z „kąpiółki”. Gdyby ktoś potrzebował to można szukać u uczestników pielgrzymki, jak ja jeszcze nie wykorzystali. Dalszy etap pielgrzymki to……. już w następnym numerze.

 

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

Z Gidli jedziemy dalej, tym bardziej, że czas nas pogania. A my się wcale nie śpieszymy. Celem naszym jest spotkanie w Dolinie Miłosierdzia w Częstochowie. Mało kto wie, że w Częstochowie, pod Jasną Górą jest miejsce, które się z nazywa Dolina Miłosierdzia. Tam są księża pallotyni, którzy krzewili kult Jezusa Miłosiernego. Nawet w czasach, kiedy ten kult był zakazany, w naszym kościele nigdy ten obraz nie był zdejmowany. Tam też miały miejsce pierwsze kongresy, poświęcone Miłosierdziu Bożemu. Na jednym z tych Kongresów był obecny ks. Kardynał Karol Wojtyła, który potem będąc papieżem i pisząc Encyklikę o Miłosierdziu Bożym, korzystał z materiałów tych Kongresów. Odwiedzając to miejsce mieliśmy albo pecha, albo szczęście, bo trafiliśmy na festyn parafialny. Nic nie mogliśmy zwiedzić, nie mogliśmy się pomodlić, mogliśmy się tylko bawić, ale nam to nie było w głowie. Tylko ogólnie popatrzyliśmy na to miejsce i udaliśmy się na modlitwy na Jasną Górę. Tam przed obrazem Pani Jasnogórskiej uczestniczyliśmy w nabożeństwie do Serca Jezusa, był to bowiem czerwiec. Były także indywidualne zwiedzanie Jasnej Góry. Jak w każdym odwiedzanym sanktuarium, pozostawiliśmy bardzo dużo intencji.

Po modlitwach udaliśmy się w dalszą drogę. A gdzie, to już za tydzień.

Wspomnienia pielgrzyma ciąg dalszy.

Mając przed oczyma wizerunek naszej ukochanej Matki i Królowej, Pani Jasnogórskiej, udajemy się do celu naszej pielgrzymki, do Jaroszowic. Tak, tak, to był cel naszego pielgrzymowania, Jaroszowice /oczywiście przez Licheń i nie tylko/.

Jaroszowicewieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie wadowickim, w gminie Wadowice. Pierwszy zapis o Jaroszowicach jest z roku 1312, tak więc już 700 lat.

W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa bielskiego.

Położona nad rzeką Skawą, u podnóża Jaroszowickiej Góry, szczytu Beskidu Małego. Rzeka Skawa dzieli wieś na dwie części: prawobrzeżną (z kościołem) i lewobrzeżną, tzw. Zbywaczówkę, będące oddzielnymi sołectwami.

Na terenie Jaroszowic działalność duszpasterską prowadzi Kościół Rzymskokatolicki (parafia św. Izydora), gdzie duszpasterzują ks. pallotyni.

Atrakcje turystyczne:

- rozpościerający się nad wsią Las Jaroszowicki, zwany również Górą Jaroszowicką

- piękna dzika przyroda nad rzeką Skawą

- bliskość Wadowic oraz zapory w Świnnej Porębie

- góra Leskowiec

- Muzeum Emila Zegadłowicza.

Cechą charakterystyczną jest to, że mieszkańcy bardzo się lubią. Świadczy o tym fakt istnienia w takiej małej miejscowości dwóch sołectw i „inne jeszcze drobiazgi”. Dobrze jednak mieszkać w tej miejscowości. Ale więcej o tej miejscowości będzie z okazji obchodów 700 lecia istnienia.

Podczas pielgrzymki było też bardzo wesoło, a to z powodu różnych opowieści, które były podawane i żartów opowiadanych. Szkoda, że ja, pielgrzym, piszący te słowa, nie mam takiego talentu w opowiadaniu i bawieniu ludzi. Mam nadzieję, że nagrodzi mi Pan ten brak w mądrości. Oby. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy swą obecnością zaszczycili tę pielgrzymkę i ją upiększyli. Dziękujemy Bogu za piękna pogodę i ludzi, których spotkaliśmy, za wszystkie dary jakie otrzymaliśmy podczas jej trwania. Dziękuję za bezpieczną jazdę kierowcy, Pana Andrzeja. Dojechaliśmy do Jaroszowic. Zapraszam na następną pielgrzymkę, a dokąd? - to ogłosimy w przyszłości.

Spisał pielgrzym ks. Józef Gwozdowski SAC.

Pielgrzym.

 


Myśl Tygodnia

 

 

Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli

 

 

 

 

 

 

© 2011 Parafia sw. Izydora w Jaroszowicach